O słońcu dla zdrowia

Słońce leczy, a czasami też kaleczy

O wpływie słońca na funkcjonowanie organizmów ludzi i zwierząt przekonujemy się na każdym kroku. To słońce synchronizuje nasze wewnętrzne biologiczne zegary  i  ustanawia rytm fizjologicznych czynności, rytm snu i czuwania, wydzielania hormonów i aktywności poszczególnych komórek i tkanek. Już od czasów starożytnych wykorzystywano światło słoneczne do leczenia wielu chorób przede wszystkim chorób skóry m.in. łuszczycy. Wiedziano, że słońce zmniejsza stany zapalne, podwyższa próg bólu, sprzyja gojeniu się ran. Ultrafiletowa część widma słonecznego pobudza wytwarzanie endorfin. Hipokrates polecał kąpiele słoneczne w leczeniu wielu chorób, ale jednocześnie przy nadmiarze energii słonecznej opisał zmiany na skórze odpowiadające czerniakowi – złośliwemu nowotworowi   skóry. Lekarze starożytnej Grecji zalecali kąpiele słoneczne osobom cierpiącym na depresję, apatię czy bezsenność, bo pod wpływem słońca w mózgu wytwarzana jest znacznie większa ilość serotoniny – hormonu szczęścia i  dobrego nastroju. Pod wpływem słońca wytwarzana jest w skórze witamina D, która odpowiada za wchłanianie wapnia, co z kolei przeciwdziała krzywicy, osteoporozie i chorobom degeneracyjnym układu kostnego a ponadto ma bardzo korzystny wpływ na aktywizację naszego układu odporności.  Światło słoneczne było jednym z najskuteczniejszych sposobów leczenia gruźlicy, zanim wyprodukowano leki zwalczające prątki gruźlicy Działa ono również skutecznie u osób cierpiących na cukrzycę.

Nasz rytm dobowy, który jest ściśle związany ze słońcem,  zarządza temperaturą ciała, zdolnością do wykonywania wysiłków fizycznych, zdolnością do koncentracji psychicznej, wytwarzaniem hormonów. Słońce może działać ochronnie w przypadku takich chorób jak stwardnienie rozsiane czy krótkowzroczność.

Z kolei niedobór promieniowania słonecznego sprzyja rozwojowi wielu chorób. Już starożytni lekarze mówili, że tam gdzie nie zagląda słonce musi często przychodzić lekarz.

Wynalazek żarówki spowodował, że możliwą się stała praca w pomieszczeniach bez okien i w porze nocnej. Współcześni ludzie unikają długiego przebywania na dworze i korzystania z dobrodziejstw, jakie płyną do nas ze strony słońca.   Skutkiem tego ulegają zaburzeniu podstawowe rytmy funkcjonowania organizmu, cierpią na bezsenność, powszechnie występują u nich niedobory witamin D. W roku 2007 Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem zaliczyła pracę nocną do prawdopodobnych czynników rakotwórczych. Ponadto inne badania stwierdziły, że praca w godzinach nocnych przy mocnym oświetleniu sprzyja rozwojowi chorób układu krążenia, cukrzycy typu drugiego, otyłości, i depresji. Zaburzony rytm dobowy ma wpływ na materiał genetyczny i ekspresję genów, co ma z kolei związek z rozwojem chorób nowotworowych, choroby Alzheimera, choroby wieńcowej, schizofrenii i otyłości.

Generalnie cierpimy na niedobór słońca i wszystkie z tym związane konsekwencje zdrowotne. Słońce jest genialnym uzdrowicielem i mało jest takich chorób w których nie przyniosłoby poprawy.

Czynnikiem, który ogranicza również wnikanie promieniowania słonecznego są różnego rodzaju kremy z filtrem. Czy można w naturalny sposób zmniejszyć ryzyko nadmiernego opalania się? Takim sposobem jest włączenie przez wyjazdem na urlop np. soku z marchewki, czy innych warzyw które są bogate w karotenoidy, a te regularnie pite będą w skórze odkładać się i stanowić naturalny filtr chroniący przed nadmiarem słońca.  

Nadmiar promieniowania słonecznego, może także być niekorzystny dla organizmów ludzi i zwierząt. Długotrwałe i zbyt intensywne opalanie się może prowadzić do oparzeń słonecznych skóry, do czego łatwo dochodzi u osób o jasnej karnacji. Szczególnie jest to niekorzystne u dzieci, których skóra jest bardzo cienka, a takie urazy mogą w przyszłości sprzyjać rozwojowi nowotworów.  

Zbyt intensywne opalanie się, albo praca długo wykonywana w narażeniu na intensywne promieniowanie słoneczne może prowadzić do przebudowy struktury skóry, znacznego jej pogrubienia, stwardnienia, zmian wypryskowych.

Są także osoby uczulone na słońce i u nich pojawiają się objawy typowe dla alergii i takie osoby oczywiście powinny chronić się przed intensywnym narażeniem na promieniowanie słoneczne, przez odpowiedni ubiór..

Także kontakt z niektórymi roślinami, jak barszcz Sosnkowskiego, dyptam jesionolistny czy dziurawiec mogą sprzyjać oparzeniom słonecznym.

Wiele osób ma na ciele znamiona, które po intensywnym opalaniu się mogą zmieniać swój wygląd i strukturę. Osoby takie powinny co roku zgłaszać się do dermatologa, który uzbrojony w specjalna lupę (dermatoskop) obejrzał te znamiona i w przypadku podejrzenia o zmiany nowotworowe skierował do chirurga, aby taką zmianę wyciąć i przebadać. 

U wielu osób, a i lekarzy istnieje nadmierna obawa, przed niekorzystnymi działaniami słońca i wydają zalecenia ograniczające możliwość wykorzystania dobroczynnych właściwości słońca.

Na koniec warto przytoczyć starożytną zasadę filozoficzną „ Wszystkiego w miarę”, bo przesada także przy korzystaniu ze słońca, może prowadzić do problemów, a umiar sprzyjać będzie uzyskaniu samych korzyści.

O maskach

O naukach płynących ze stosowania masek

Kiedy jeszcze przed pandemią uczestniczyłem w dyskusji zorganizowanej przez jedną z popularnych redakcji gazet na temat smogu, wobec powszechności tego zagadnienia  i bardzo powolnym zmian technicznych mających ograniczyć narażenie na smog, powiedziałem, że w takich przypadkach przedstawiciele administracji państwowej, czy władz samorządowych, kiedy stwierdza się wysokie stężenia smogu, powinni wydawać zalecenie, aby obywatele w takie dni zakładali maski przeciwsmogowe, nie znalazło to zrozumienia, a raczej podkreślano, że jest chyba niemożliwe.

Gdy przyszła pandemia i powszechnie zaczęto zalecać używanie masek z tkanin, jako sposobu zapobiegania rozprzestrzeniania się chorobotwórczego wirusa, myślę że ten wcześniejszy postulat spotkałby się z co najmniej zainteresowaniem lub zrozumieniem.

Zalecana przez lekarzy i rząd konieczność stosowania takich masek obnażyła, że nie jesteśmy, jako społeczeństwo do tego przygotowani. Bo po pierwsze, ani na wyposażeniu placówek służby zdrowia, ani w magazynach agencji zapasów materiałowych nie było odpowiedniej ilości i jakości masek ochronnych, które były w stanie skutecznie zatrzymywać wirusa. Komunikaty, aby każdy kto może używał zamienników, szalików, chustek itp. zaczęto gwałtownie sprowadzać i szyć w warunkach domowych i wielu firmach namiastek masek. I wydawano trwające do dziś nakazy ich powszechnego stosowania.

Wprawdzie przedstawiciel Centralnego Instytutu Ochrony Pracy, którzy atestują, wszelkie wyroby przeznaczone do ochrony dróg oddechowych  publicznie mówili, że te namiastki nie mogą działać, bo nie mają odpowiednich parametrów technicznych. Tkaniny filtracyjne, który spełniają takie warunki, służą do wykonywania masek, a dokładniej półmasek, określane są symbolami FFP2 i FFP3.

Maski wykonane z takich tkanin, nie przepuszczają cząstek o wielkości 0,3 mikrona i będą zatrzymywać drobniutkie kropelki śliny wraz z wirusami znajdującymi się w powietrzu wydychanym przez chorego człowieka. Maski takie powinny używać osoby, u których świeżo rozwija się infekcja, a także osoby opiekujące się takimi chorymi, czyli cały personel medyczny oraz domownicy. Jeszcze jeden warunek, aby maski te spełniły swoją rolę to odpowiednie ich uszczelnienie, co zwykle uzyskuje się przez zaciśnięcie na grzebiecie nosa blaszki i odpowiednie naciągnięcie tasiemek mocujących.

Niestety nawet tzw. maski chirurgiczne, powszechnie używane w szpitalach i sprzedawane w aptekach, nie spełniają takich warunków co potwierdzają  zarówno  badania laboratoryjne, jak i praktyka, że personel medyczny, opiekujący się chorymi na COVID 19, także ulegają zarażeniu. Chorzy znajdujący się wieloosobowych salach nierzadko ulegali zakażeniom, od leżących na sąsiednich łóżkach zakażonych sąsiadów.

Niestety pospieszne przekształcanie zwykłych oddziałów szpitalnych w oddziały dla kowidowców, nie powodowało zapewnienia odpowiedniej izolacji osób zakażonych od chorych z innymi chorobami. Stąd wzięły się uzasadnione obawy wielu chorych na inne choroby, że trzeba unikać szpitali, bo tam można, się dodatkowo zarazić na Covid.

Jak w czasie każdej epidemii, tak i teraz, pojawiło się wiele nowych rozwiązań technicznych. W związku z tym, że maski, które są zwykle pomyślane, jako jednorazowe, są powszechnie wykorzystywane przez wiele dni i tygodni, przeprowadzono badania, które potwierdziły że jeśli pokryje się je bardzo cieką warstewką nano srebra, złota lub jodu będą się same dezynfekować, bo osiadające na ich  bakterie i wirusy ulegają destrukcji. Zrobiono też płyny z tymi nano metalami, którymi można dezynfekować zarówno maski, jak i powierzchnie, co jest ważne w pomieszczeniach do których przychodzą ludzie chorzy.    

Maski wykonane z tkanin FFP2 i FFP3 są również skuteczne w przypadku znajdujących się w powietrzu maleńkich cząstek smogu i innych zanieczyszczeń, jak pyły, mgły, spaliny, gazy powstające przy spawaniu, szlifowaniu metali lub drewna oraz opryskach środkami chemicznymi upraw i sadów.

Maski spełniające normy FFP2 i FFP3 mogą być także wykorzystywane w celach terapeutycznych, przy ich pomocy można podawać olejki eteryczne, np. olejek drzewa herbacianego, który jest dobrym środkiem w przypadku katarów, zapaleń zatok, gardła, krtani oraz dla pobudzenia układu odporności.

Maski takie powinny być używane, zarówno przez osoby, które wybierają się na wizytę do lekarza, jak i przez lekarzy i personel pierwszego kontaktu.

Dla osób, które są nadwrażliwe na zimne powietrze i u których często dochodzi do zapaleń górnych dróg oddechowych i zatok przynosowych, albo mają nadreaktywność oskrzeli, maski takie używane przy chodzeniu na zewnątrz pomieszczeń, przyczyniają się do znacznego zmniejszenia częstotliwości takich infekcji i objawów. 

Niestety zbyt mała jest powszechna wiedza o walorach masek z odpowiednich tkanin filtracyjnych, natomiast powszechna jest wiara, że pseudo maski zrobione z materiałów nie spełniających odpowiednich parametrów  technicznych, są w stanie skutecznie ochronić nasze drogi  oddechowe i przyczyniać się do zmniejszenia roznoszenia wirusa przez osoby chore.

O bezsenności

O bezsenności – przyczynach i leczeniu

Bezsenność definiowana jest jako niewystarczająca ilość, a także jakość snu, która sprowadza się do tego, że sen nie przynosi wypoczynku. To z kolei prowadzi do złego samopoczucia oraz zaburzeń funkcjonowania chorego w ciągu dnia. Aby powiedzieć, że mamy do czynienia z bezsennością, trzeba stwierdzić, że zaburzenia takie jak: trudności z zasypianiem, przerywany sen i przedwczesne wybudzanie, zdarzają się co najmniej przez trzy noce w tygodniu minimum przez miesiąc.

Do zaburzeń snu mogą prowadzić różne schorzenia neurologiczne oraz choroby somatyczne, a także zaburzenia związane z przyjmowaniem substancji psychoaktywnych i niektórych leków.

Są publikowane liczne artykuły naukowe, które mówią o negatywnych konsekwencjach bezsenności, takich jak rozwój zaburzeń depresyjnych , zaburzeń lękowych, a także rozwój chorób sercowo-naczyniowych. Nierzadko bezsenność może być pierwszym objawem tego, że rozwija się lub nawraca depresja. Bezsenność ma też wymiar ekonomiczny, bo nie tylko pogarsza jakość życia i zmniejsza zdolność do wykonywania pracy, ale również powoduje większą ilość przypadków zwolnień lekarskich i co za tym idzie wzrastające koszty leczenia.

Częstość występowania bezsenności zwiększa się z wiekiem, o ile średnio dotyczy 10 do 20% osób w populacji, to u ludzi w wieku senioralnym przekracza 40%.

Bezsenność u osób starszych często— współwystępuje z innymi zaburzeniami psychicznymi, chorobami przewlekłymi oraz  bywa skutkiem przyjmowania leków mających wpływ na sen.  O ile osoby młodsze mają problemy z zasypianiem, to seniorzy mają problemy z utrzymaniem snu i zbyt wczesnym budzeniem się. Często też u nich występuje bezsenność przewlekła, trwająca nawet latami. Bezsenność seniorów związana jest także ze zbyt małą ich aktywnością w ciągu dnia oraz większą częstotliwością występowania u nich depresji. Zaburzenia snu powoduje często bezdech nocny. Ludzie starsi z bezsennością często wcześnie kładą się spać i wybudzają się ok godz. 2 lub 3 nad ranem, Nie mogą potem zasnąć, ale także nie są w stanie utrzymać czuwania. W sumie śpią ok 4-5 godzin, a w ciągu dnia potrafią mieć krótkie drzemki, które nie rozwiązują problemu i prowadzą do dalszego jeszcze zaburzenia snu.

Bezsenność może być także wskaźnikiem nasilenie i szybkości procesów  starzenia u danej osoby.

 Czynnikami predysponującymi do bezsenności są: wiek, płeć żeńska, zaburzenia rytmu okołodobowego, osobowość anankastyczna (osoby nadmiernie dbające o porządek, perfekcyjne, nadmiernie kontrolujące w kontaktach z innymi osobami i skutkiem tego mało elastyczne,  otwarte i mniej efektywne), trudności radzenia sobie ze stresem, impulsywność oraz bezsenność częściej występuje w niektórych rodzinach.

Bezsenności sprzyjają zarówno choroby somatyczne jak i psychiczne, nadużywanie substancji psychoaktywnych, praca zmianowa, niewłaściwa higiena snu itp.

Czynnikami utrwalającymi bezsenność są:  zmiany w zachowaniach i myśleniu pacjentów, które najczęściej są skutkiem  bezsenności, takie jak np.  zbyt długie leżenie w łóżku, nieregularne pory snu, drzemki w ciągu dnia oraz przekonania dotyczące snu i bezsenności,  jak np. zamartwianie się brakiem snu oraz negatywnymi  konsekwencjami bezsenności, pogorszenie samopoczucia, czy zmęczenie  ciągu dnia. Wszystko to najczęściej prowadzi do nadużywania leków nasennych.

Jak każde schorzenie, również bezsenność powinna być przedmiotem analizy i badań, jaka jest przyczyna tego zaburzenia. W wielu przypadkach potrzebna jest diagnostyka i leczenie chorób somatycznych czy psychicznych, oraz właściwa psychoterapia.

Za skuteczną uważa się terapię poznawczo-behawioralną bezsenności od której powinno zaczynać się leczenie. Polega ona na połączeniu technik poznawczych z technikami behawioralnymi. Do technik behawioralnych zalicza się higienę snu, technikę kontroli bodźców oraz restrykcję snu. Terapia poznawcza ukierunkowana jest natomiast na identyfikację i modyfikację dysfunkcyjnych przekonań dotyczących snu i bezsenności. Uzupełniana jest także psychoedukacją dotyczącą snu oraz higieny snu. Leczenie bezsenności wymaga zmiany stylu życia, ograniczenia spożywania kofeiny i alkoholu przed położeniem się spać, włączenia aktywności fizycznej w ciągu dnia, oraz zapewnienia komfortowych warunków w sypialni ( bez telewizora, komputera, telefonu) i nie oglądanie przed snem telewizji, czy głośnej muzyki, zapewnienie odpowiedniej temperatury i zaciemnienia i ciszy. Nie spożywanie przed snem potraw ciężkich i ostrych. Do snu powinno się układać o stałych porach i kiedy sen nie przychodzi, nie należy podejmować na siłę prób zaśnięcia. Ludzie z bezsennością powinni usunąć z sypialni zegary i przede wszystkim powinni unikać uzależniających leków nasennych z grupy benzodwuazepin.

Metodami wspierającymi leczenie bezsenności są techniki relaksacyjne, które sprzyjają obniżeniu napięcia układu nerwowego, wykorzystujące takie techniki, jak:  oddychanie przeponowe, wizualizację, biofeedback, medytację, jogę.  Ludzie z bezsennością powinni się ich nauczyć i stosować przez około 15 minut przed snem.

         Osoby cierpiące na bezsenność często przewlekle nadużywają leków, które nie przynoszą pożądanych rezultatów i wiele osób łatwo uzależnia się od nich. Szczególnie niekorzystne dla zdrowia jest połączenie ich ze spożywaniem alkoholu.

W krótkotrwałym leczeniu bezsenności mogą być wykorzystywane preparaty zawierające zolpidem, który wykazuje szybkie działanie nasenne: ułatwia zasypianie, wydłuża całkowity czas trwania snu, poprawia jego jakość, zmniejsza liczbę i czas trwania przebudzeń nocnych.

Po podaniu doustnym szybko wchłania się z przewodu pokarmowego; stężenie maksymalne uzyskiwane jest w ciągu 2 godzin od przyjęcia preparatu. Działanie nasenne występuje po 10–30 minutach od przyjęcia leku i utrzymuje się do 6 godzin. Zolpidem jest metabolizowany w wątrobie i wydalany w postaci nieaktywnych metabolitów, głównie z moczem (około 60%) i kałem (około 40%).

Zolpidem ma niestety również wiele ograniczeń w stosowaniu, które producent wymienia w swoich materiałach informacyjnych, a przed wszystkim zaleca jego krótkotrwałe stosowanie, co ma zapobiegać uzależnieniu psychicznemu i fizycznemu.

                              

O wspomaganiu odporności

O sposobach wspierania układu odporności

W świetle ostatnio panującej fali infekcji koronawirusowych, przez wszystkie media jest nagłaśniany sposób wzmacniania odporności tylko przez szczepienia. Ale pomimo tych szczepień, są osoby, u których to nie wystarcza i po kontakcie z czynnikiem infekcyjnym chorują, chociaż z mniejszą intensywnością.

  • Nasz układ odporności składa się z wielu elementów, którego poszczególne składniki powinny ze sobą ściśle i precyzyjnie współpracować. Kiedy zabraknie tej koordynacji zmniejsza się odporność na zachorowania. W całym naszym ciele wyróznia się narządy w których zgromadzone są bardzo liczne wyspecjalizowane komórki. Największym takim narządem są jelita, gdzie w grudkach limfatyczne zgromadzone jest ok.70% wszystkich komórek układu odporności kolejnymi narządami wchodzącymi w skład układu odporności są; grasica, szpik kostny, śledziona, sieć węzłów chłonnych. Komórki tego układu to krwinki białe nazywane limfocytami, które bez przerwy krążą po całym naszym ciele. Limfocyty powstają w szpiku kostnym a te które docierają do grasicy, gdzie nabierają nowych właściwości i  stają się immunokompetentne. Określane są literami T ( bo thymus to łacińska nazwa grasicy). W zależności od ich funkcji oznaczane są dodatkowymi literami: Th (helper) to takie które wydzielają limfokiny pobudzające i podtrzymujące odpowiedź immunologiczną, Ts –(supresorowe) hamują odpowiedź immunologiczną, Tc (cytotoksyczne) w ich składzie rozróżnia się komórki NK i K
  • NK (natural killer, czyli wrodzony zabójca), które mają zdolność do uszkadzania bez wcześniejszej immunizacji niektórych komórek nowotworowych i komórek, które nie są nowotworowe i są słabo zróżnicowane. Obniżona ich aktywność obserwuje się w takich chorobach, jak szpiczak czy policytemia i choroby z upośledzeniem funkcji szpiku
  •  Limfocyty K (zabójcy) mają zdolność zabijania komórek oznaczonych przeciwciałami skierowanymi przeciwko ich antygenom i taki proces nazywa się cytotoksycznością.
  • Limfocyty B powstają w szpiku ( nie przechodzą przez grasicę) i mają zdolność wytwarzania przeciwciał.
  • Z limfocytów B różnicują się plazmocyty i makrofagi. Plazmocyty mają zdolność wytwarzania przeciwciał i zyją od kilku do kilkunastu tygodni.
  • Makrofagi (komórki żerne) wędrują do po całym  do wszystkich tkanek i pożerają intruzów.
  • Neutrofile (granulocyty obojętnochłonne) – wędrujące ze szpiku kostnego do krwi neutrofile opuszczają ją po 6 – 24 godzinach, aby przejść przez śródbłonek naczyniowy do tkanek gdzie giną w ciągu 1 – 3 dni. Neutrofile stanowią około 60 % wszystkich leukocytów. Są pierwszą linią obrony organizmu gdyż jako pierwsze docierają do miejsca uszkodzenia tkanek wywołanego inwazja drobnoustrojów bądź innymi czynnikami. Giną zazwyczaj w kilka godzin po przeprowadzonej fagocytozie. Duże nagromadzenie się neutrofili i produktów ich rozpadu powoduje powstanie ropy.
  • Węzły chłonne leżą wzdłuż naczyń limfatycznychi ich funkcją jest iltrowanie limfy i zatrzymywaniu antygenów zawartych w niej oraz drobnoustrojów, mikroorganizmów, komórek nowotworowych. Oprócz tego węzły limfatyczne są odpowiedzialne za wytwarzanie limfocytów T i B oraz udział w odpowiedzi immunologicznej.
  • Śledziona jest pobudzana przez antygeny, które dostały się prosto do krwi i przez antygeny, które dotarły do limfy i nie były zatrzymane w węzłach limfatycznych, a następnie przedostały się do naczyń limfatycznych odprowadzających i do krwi. Śledziona jest narządem krwiolimfatycznym gdyż leży na przebiegu naczyń krwionośnych, ale nie uchodzą do niej naczynia limfatyczne doprowadzające. Do funkcji śledziony należy wytwarzanie limfocytów i monocytówprzez cały czas, a innych krwinek tylko w życiu płodowym, Bierze udział . w wytwarzaniu przeciwciał, współuczestniczy bilirubiny i magazynuje krew oraz niszczy stare krwinki czerwone.  

Aby w prosty sposób przekonać się jak działa nasz układ odporności warto przeprowadzić test odpornościowy i odpowiedzieć na poniższe pytania:

  • Czy często zapadasz na przeziębienia, katary lub grypy?
  • Czy trudno ci wyjść z przeziębienia?
  • Czy często czujesz się zestresowany?
  • Czy cierpisz na stany przygnębienia lub niepokoju?
  • Czy masz alergię pokarmową?
  • Czy regularnie zażywasz środki przeciwbólowe?
  • Czy masz katar sienny?
  • Czy w ciągu ostatniego roku stosowałeś antybiotyki częściej niż raz?
  • Czy miewasz bóle gardła?
  • Czy pijesz alkohol częściej niż trzy razy w tygodniu?
  • Czy często cierpisz z powodu bólu głowy?

Wyniki:

  • Jeśli odpowiedziałeś twierdząco na trzy pytania, twój układ odpornościowy może potrzebować wsparcia.
  • Jeśli odpowiedziałeś twierdząco na cztery pytania, jest bardzo prawdopodobne, że twój układ odpornościowy wymaga bacznej uwagi
  • Pięć lub więcej odpowiedzi twierdzących oznacza, ze twój układ jest prawdopodobnie przeciążony.
  • Jak można wspierać układ odporności:
  • Dieta na odporność powinna zawierać przede wszystkim: marchew, szpinak, brokuły, pomidory, paprykę (zwłaszcza czerwoną), cytrusy, porzeczki i truskawki. Warzywa i owoce zawierają także witaminę C, która pobudza produkcję interferonu – substancji, która skutecznie rozprawia się z zarazkami.
  • Bakterie probiotyczne, żywe kolonie są dostarczane do organizmu w postaci wyhodowanych samemu w domu  jogurtów i kefiru.
  • Nienasycone kwasy tłuszczowe   Omega 3 – wzmacniają immunologię, a szczególnie działają na serce, naczynia krwionośne oraz układ stawowo-kostny przeciwdziałając krzywicy, próchnicy, osteoporozie i wielu chorobom reumatycznym, SM, RZS. także w chorobach skórnych m.in. łuszczycy.
  • Roślinne preparaty immunostymulujące to:
  •  Jeżówka czyli Echinacea (Esberitox, Echinacea, Lymphosil)
         Pobudza działanie układu odpornościowego, nasila proces fagocytozy, pobudza leukocyty do wydzielania substancji przeciwwirusowych (interferonów). Daje większą odporność na zakażenie bakteriami i wirusami.
  •  Wyciągi z żeń-szenia (Geriavit, Gigamax, Bodymax) zawierają glikozydy saponinowe zwane ginsenozydami. Stymulują układ odpornościowy organizmu tj. pobudzają aktywność limfocytów cytotoksycznych.
  •  Ribomunyl Jest to lek pobudzający odpowiedź immunologiczną, który zawiera rybosomy bakteryjne i proteoglikany błonowe o właściwościach immunostymulujących. Ribomunyl pobudza swoistą i nieswoistą podpowiedź immunologiczną, dzięki czemu skraca czas trwania infekcji, zmniejsza częstość jej występowania i nasilenie
  • Mycelcaps AHCC pozyskany z mycelium (grzybnia) grzyba Shiitake

wspomaga naturalny system chroniący nasz organizm,poprawia funkcję komórek NK, włącza aktywność makrofagów,powoduje wzrost produkcji cytokin, aktywizuje reakcje immunologiczne.

Ruch usprawnia pracę układu odpornościowego, dlatego aby spełniał on swoje zadanie, powinniśmy ćwiczyć systematycznie. Najlepiej trzy razy dziennie po pół godziny. Sport na odporność jest jak najlepszym rozwiązaniem. Pozytywne efekty przynosi również hartowanie organizmu, np. naprzemienne natryski ciepłą i zimną wodą, chodzenie na boso.

Masaż i ucisk punktów poniżej rzepki z boku kolana przez Chińczyków nazwanych Zu San Li, stymulujących wytwarzanie krwinek białych.

Inhalacje olejkiem drzewa herbacianego, najskuteczniejsze przy uzyciu  półmasek z odpowiednio gęstej włókniny (FFP2). 

Krioterapia polega ona na poddaniu ciała przez krótki czas (do 3 minut) działaniu bardzo niskiej temperatury (nawet minus 120C). Do jej korzystnych rezultatów należy zwiększenie liczby limfocytów.

O bólach ucha zewnętrznego

Ucho zewnętrzne to część narządu słuchu, która komunikuje nasz organizm ze światem zewnętrznym i składa się z małżowiny usznej oraz przewodu słuchowego zewnętrznego, aż do błony bębenkowej, za którą znajduję się już ucho środkowe. Małżowina uszna jest  zbudowana z chrząstki otoczonej ochrzęstną, tkanki podskórnej oraz skóry. Małżowina odpowiada za zbieranie dźwięków z otoczenia oraz przekazywanie ich do przewodu słuchowego zewnętrznego.

Ucho zewnętrzne jest unerwione przez włókna czuciowe z nerwów czaszkowych: trójdzielnego, twarzowego, językowo-gardłowego i błędnego oraz szyjnych nerwów rdzeniowych. To dzięki nim odczuwamy ból ucha np. w przypadku stanów zapalnych w tej okolicy. Natomiast ucho wewnętrzne jest unerwione tylko przez nerw przedsionkowo-ślimakowy, który nie ma włókien bólowych i dlatego stanom zapalnym ucha wewnętrznego nie towarzyszą dolegliwości bólowe, a tylko uczucie ciśnienia lub pełności w uchu.

Ból ucha to sygnał dla organizmu, że dzieje się coś nieprawidłowego w obszarze ucha zewnętrznego. Najczęściej jest spowodowany stanem zapalnym wskutek infekcji bakteryjnej, grzybiczej lub wirusowej. Stanem takim jest tzw. ucho pływaka, po długim moczeniu ucha w wodzie, czy czyraki jako skutek infekcji gronkowcem, albo róża – skutek infekcji paciorkowcowej zlokalizowanych  na  małżowinie  usznej czy w przewodzie słuchowym zewnętrznym. Grzybica może być skutkiem długotrwałej antybiotykoterapii ogólnej lub miejscowej. Na uchu zewnętrznym mogą pojawiać się bolesne zmiany związane z infekcją wirusową  np. półpasiec uszny. W tej okolicy występować także mogą zmiany alergiczne i wyprysk kontaktowy. Wreszcie ból wywoływać będą urazy ucha, dlatego nieprzyjemne jest np. ciągnięcie za uszy, stosowane jako kara lub element tortur  oraz oparzenie czy odmrożenie. Częstą przyczyną bólu ucha jest zaleganie nadmiaru wydzieliny woskowej w przewodzie słuchowym zewnętrznym, czy ciało obce, które najczęściej wkładają sobie do ucha dzieci. Ból ucha powodować mogą procesy nowotworowe w tej okolicy, ziarniak kwasochłonny i ziarniniakowatość przebiegająca z zapaleniem naczyń.

Przewód słuchowy zewnętrzny ma długość 3-4 cm i kształt rozciągniętej litery s, jest pokryty skórą, od strony małżowiny podstawą jest chrząstka a dalej kość. Na początku przewodu słuchowego na skórze znajdują się krótkie włoski, których gruczoły łojowe wytwarzają wydzielinę nazywana woskowiną uszną.

Ta  oleista, woskowata substancja, ma zapewniać  ochronę przed ciałami obcymi, wychwytywać drobne cząsteczki zanieczyszczeń, kurzu, a także martwych komórek skóry i zapobiegać  przedostawaniu się tych cząsteczek do błony bębenkowej, gdzie mogłyby spowodować uszkodzenia. Woskowina nawilża skórę, zapobiegając jej podrażnieniom, które powodują uczucie suchości i swędzenia. Czasami nadmiar woskowiny może twardnieć, powodując blokady lub złogi, które mogą powodować pogorszenie słuchu.

Jeśli dojdzie do zatkania przewodu słuchowego, nie należy go samodzielnie usuwać patyczkami czy watą, bo najczęściej prowadzić to może do wepchnięcia  wydzieliny głębiej i uszkodzenia błony bębenkowej. Wydzieliną taką można rozpuszczać przy użyciu dostępnych w aptekach specjalnych preparatów olejowych. Gdy czop woskowiny całkowicie zatyka przewód słuchowy należy szukać pomocy laryngologa, który wykona zabieg wypłukania ucha.

Nierzadko też osoby, które obserwują u siebie pogorszenie słuch, mają poczucie, że nastąpiło zatkanie woskowiną przewodu słuchowego i próbują przy  użyciu różnych czasem nawet ostrych narzędzi wyciągnąć tę wydzielinę. Najczęściej kończy się to uszkodzeniem skóry przewodu słuchowego lub co gorsza błony bębenkowej. Bywa to także dodatkowym źródłem infekcji w zakresie ucha zewnętrznego. Dlatego należy ostrzegać, przed samodzielnymi takimi próbami, a dopiero wizyta u laryngologa i audiogram pozwalają wyjaśnić przyczynę pogorszenia słuchu.

Zwykle woskowina uszna nie jest przyczyną stanów zapalnych, natomiast powikłania wynikają z niewłaściwych technik usuwania woskowiny.

Natomiast stosowanie olejowych preparatów do rozpuszczania wydzieliny w uchu jest skutecznym sposobem profilaktyki zapalenia ucha zewnętrznego oraz stosowane ich w przypadkach zaczynających się zapaleń ucha sprzyja szybszemu wyleczeniu i zmniejszeniu towarzyszących stanom zapalnym bólów ucha.

Trzeba także podkreślić, ze u wielu nawet młodych osób długotrwałe korzystanie ze słuchawek dousznych, co często robią osoby często słuchające muzyki z telefonu komórkowego, tableta czy komputera, sprzyja wzmożonego wytwarzaniu i zaleganiu woskowiny w przewodzie słuchowym zewnętrznym.

Poza wymienionymi poprzednio przyczynami bólów ucha zewnętrznego,  dotyczącymi samego ucha, ból taki może być spowodowany przyczynami zlokalizowanymi poza uchem. Należą do nich:  choroby zębów i przyzębia, zapalenie stawu żuchwowo-skroniowego, zmiany zapalne i zwyrodnieniowe kręgosłupa szyjnego, neuralgia nerwu trójdzielnego, zapalenie ślinianek przyusznych, zapalenie migdałków i gardła, nowotwory gardła, dna jamy ustnej, krtani, języka, choroba refluksowa przełyku, zawał serca, tętniak aorty, kręcz szyi, czy porażenie nerwu twarzowego.

Jak w przypadku każdej choroby, tak i w przypadku bólów ucha sukces wyleczenia zależy od prawidłowego rozpoznania przyczyn tej dolegliwości oraz przyczynowe leczenie i postępowanie profilaktyczne. Samo zwalczanie tylko objawów bólowych może prowadzić nie tylko do ich nawrotów, ale i  pogorszenia stanu zdrowia pomimo leczenia objawowego.

Kiedy rozwija się zakażenie bakteryjne, skuteczną metodą może być zastosowanie preparatów zawierających nanocząsteczki srebra w postaci spreju.

Jeśli posiewy bakteriologiczne pobrane ze zmienionej chorobowo skóry ucha zewnętrznego określą, na jaki  antybiotyk są wrażliwe drobnoustroje chorobotwórcze, to celowe jest zastosowanie takiego leczenia.

Tlen raz leczy, raz kaleczy

Tlen raz leczy raz kaleczy

Zainteresowanie leczeniem tlenem stało się powszechne w okresie ostatniego roku, kiedy bardzo ciężkie przypadki zakażeń wirusem Covid 19, przebiegały z niedotleniem organizmu i kończyły się zgonami. Jak komunikaty frontowe były doniesienia ze szpitali o ilości zajętych respiratorów, o ich brakach w wyposażeniu szpitali. Na szczęście po roku trwania ograniczeń epidemiologicznych, nie doszło do załamania systemu opieki szpitalnej, a podawane codziennie informacje o ilości zajętych respiratorów są coraz lepsze.

Objawy duszności, pomiary wysycenia krwi tlenem mierzone przy pomocy pulsoksymetrów wykazywały wartości obniżone u osób, u których rozwinęło się zapalenie płuc. Wartości poniżej 94% były sygnałem alarmowym, a poniżej 90% były wskazaniem, że osoba taka wymaga opieki medycznej i tlenoterapii.

U osób z zapaleniami płuc, w pęcherzykach płucnych, które są ostatnim odcinkiem  dróg oddechowych, gromadzi się wydzielina zapalna. Właśnie ta wydzielina ogranicza przenikanie tlenu z powietrza atmosferycznego, które dociera do pęcherzyków przy każdym wdechu, a potem przenika (dyfunduje) do naczyń krwionośnych, które gęstą siatką otaczają pęcherzyki płucne. Tam tlen łączy się z hemoglobiną, czerwonym barwnikiem zawierającym atom żelaza. Jedna cząsteczka hemoglobiny przyłącza cztery cząsteczki tlenu.  Następnie tlen wraz z prądem krwi tlen dociera do najdalszych odcinków naszego ciała i jest przekazywany tkankom i komórkom. Tlen jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania tych komórek. 100 ml krwi przenosi ok. 20 ml tlenu. Serce przetacza w ciągu 1 minuty ok. 5 litrów krwi, więc tkanki i narządy otrzymują 1000 ml tlenu. Wykorzystują ok. 250 ml na minutę. Jeśli dostawa tlenu zostanie przerwana na dłużej niż 3 minuty zaczynają się pojawiać objawy uszkodzenia.
Zmniejszony dopływ tlenu objawia się sinicą, którą widać na wargach, języku, płatkach uszu  i upośledzeniem funkcjonowania organizmu. To dlatego u człowieka, u którego doszło do zatrzymania krążenia krwi lub zatrzymania oddychania jest bardzo krótki czas ( 3 minuty) na przywrócenie krążenia i oddychania. Najbardziej wrażliwą na niedotlenienie jest tkanka mózgowa.

U człowieka z niedotlenieniem stosuje się najpierw tzw. tlenoterapię bierną, czyli podaje się tlen z butli tlenowej lub gniazdka tlenowego znajdującego się przy każdym łóżku chorego w salach intensywnego nadzoru przy pomocy najpierw wąsów tlenowych, a w cięższych przypadkach przy pomocy maski.

Jeśli to nie poprawia sytuacji, następnym etapem, jest tzw. tlenoterapia czynna, czyli podłączenie do respiratora, urządzenia, które  wymaga zaintubowania, czyli wprowadzenia do dróg oddechowych przewodów podłączonych do respiratora i  wyłączenia własnych mięśni oddechowych chorego, a funkcje dostarczania tlenu przejmuje respirator. Przepływy tlenu w ciężkich przypadkach nierzadko ustawiane są na poziomie 70 litrów na minutę. Wentylacja taka dodatkowo rozpręża pęcherzyki płuc i ma to zwiększać przenikanie tlenu do z płuc do naczyń krwionośnych.

W ciężkich przypadkach chorobowych leczenie nie przynosi spodziewanych efektów, bo tyko ok. 20 % osób podłączonych do respiratora powraca do zdrowia. Najczęstszym powikłaniem tego typu terapii są procesy zapalne w płucach.

Na pytanie, dlaczego jest tak mała skuteczność leczenia przy pomocy respiratora? Trzeba odpowiedzieć, że nie wystarczy wtłaczanie coraz większych ilości tlenu do płuc, często pod zwiększonym ciśnieniem, a nieopanowanie przy pomocy leków procesu zapalnego i zmniejszenia w pęcherzykach płucnych  ilości wydzieliny zapalnej. Pisałem poprzednio, że w takich przypadkach poza stosowaniem różnych leków, bardzo ważne jest podawanie wiele razy w ciągu dnia i nocy antyoksydantów, wymiataczy wolnych rodników, które nie tylko będą ograniczały procesy zapalne, ale i sprzyjały zmniejszeniu ilości wydzieliny zapalnej i na tej drodze przyczyniały się do poprawy dyfuzji tlenu.

Jest to o tyle trudne, że osoby podłączone do respiratora mają porażone mięśnie oddechowe i nie mogą także połykać pokarmów oraz preparatów z antyoksydantami.

Badania wykazały, ze nadmiar tlenu jest dla organizmu człowieka  szkodliwy, bowiem tlen podawany pod ciśnieniem parcjalnym powyżej 0,4 atmosfery staje się toksyczny.

Oddychanie tlenem pod ciśnieniem większym niż 1 atmosfera, bardzo szybko prowadzi do prowadzi do wystąpienia objawów ostrego zatrucia centralnego układu nerwowego, zwłaszcza mózgu. Co obawiać się będzie niepokojem, bladością twarzy, drżeniem powiek, nudnościami i wymiotami, oszołomieniem, brakiem koordynacji, halucynacjami, podnieceniem wzmożeniem pobudliwości nerwowej, przyspieszeniem lub zwolnieniem oddechu, rzadziej występują drgawki. Objawów takich nie zaobserwujemy o osoby zwiotczonej i podłączonej do respiratora.

Długotrwałe, np. kilka dni oddychanie tlenem pod zwiększonym ciśnieniem, ale  poniżej 1 atmosfery, nawet u osób zdrowych, prowadzi do wystąpienia objawów zapalenia płuc. Takie objawy obserwowano u nurków przebywających w komorach dekompensacyjnych pod zwiększonym ciśnieniem. Takie powikłanie jest obserwowane u ludzi zbyt długo podłączonych do respiratorów.

Uważa się, że tlen podawany w nadmiarze i pod zwiększonym ciśnieniem, zaburza wiele reakcji enzymatycznych i prowadzi do uszkodzenia wielu tkanek i komórek, zwłaszcza w płucach i mózgu.

Toksyczność tlenu jest spowodowana głównie powstawaniem nadmiernej ilości wolnych rodników, które wchodzą w reakcje i powoduję powstawania toksycznych dla organizmu związków.

Bakterie przeciwko koronawirusom

O bakteriach przeciwko koronawirusom

W związku z tym, że przez ostatni rok otrzymywaliśmy ogromną ilość informacji o koronawirusie COVID 19 oraz o mało skutecznych terapiach, zwłaszcza w przypadku osób z ciężkim przebiegiem zakażenia, pojawiają się pytania przyczynę tego stanu rzeczy.

Chociaż śmiertelność z powodu infekcji COVID 19 jest niewielka i w skali świata nie przekracza 2-3% zakażonych, to jednak istnieje spora grupa osób, u których w związku ze współistniejącymi schorzeniami funkcjonowanie układu odporności jest osłabione. I takie osoby mogą stać się potencjalnymi ofiarami tego wirusa.

Prawidłowe funkcjonowanie układu odporności zależy od wielu czynników, ale przed wszystkim od stanu przewodu pokarmowego, bowiem w jelicie cienkim jest największa ilość komórek układu odporności, które rozpoznają „nieprzyjaciela” i stymulują wytwarzanie przeciwko niemu przeciwciał.

U osób z dysbakteriozą jelitową, czyli wtedy, kiedy w jelitach nie ma odpowiedniej ilości i odpowiedniej jakości bakterii tzw. probiotycznych, które dodatkowo uszczelniają barierę jelitową  znacznie łatwiej dochodzi do infekcji w tym także i wirusami, a więc i wirusem COVID 19. Właśnie od składu flory jelitowej zależy kto zachoruje na tę chorobę i u kogo istnieje zwiększone ryzyko wstąpienia powikłań w czasie trwania i po infekcji.

U bardzo wielu osób na początku zarażenia się koronawirusem występują objawy ze strony przewodu pokarmowego, jak niestrawność, bóle brzucha, refluks, nudności,  zgaga, biegunki. Każda choroba przebiegająca z długo trwająca wysoką gorączka  niekorzystnie wpływa na skład flory jelitowej. Badania wykazały, że nieprawidłowy skład flory jelitowej zmniejsza wytwarzanie w nabłonku płuc interferonu, substancji, której niedobór powoduje większą podatność na zakażenia wirusowe. Badania na myszach i ludziach potwierdziły, że prawidłowa bakteryjna flora jelitowa pobudza nabłonek płuc do wytwarzania białek przeciwwirusowych. Mówi się nawet o tzw. osi jelitowo-płucnej.

Z kolei patologiczne bakterie w jelitach wytwarzają substancje toksyczne, które osłabiają funkcjonowanie układu odporności, wywołują stany zapalne, powoduję rozszczelnienie jelit, czyli tzw. przesiąkliwość i przenikając do krwi wywołują stany zapalne także w bardzo odległych od jelit miejscach, nierzadko rozprzestrzeniający się na cały organizm. Takie uogólnione stany zapalne występują często u osób otyłych, u których przebieg zakażenia COVIDEM 19 ma najczęściej ciężki przebieg i nierzadko źle się kończy.

Amerykańscy badacze z  Massachusetts Institute of Technology i Uniwersytetu Harvarda wykazali, że koronawirus wnika do komórek jelita dzięki receptorom ACE2 i dodatkowo pobudza ich aktywność. Dysbioza (brak bakterii probiotycznych) powoduje, że warstwa śluzu bezpośrednio przylegająca do nabłonka jelitowego staje się cieńsza, co ułatwia wirusowi dotarcie do receptorów ACE2. Są prawie pewni, że wirus COVID  namnaża się w przewodzie pokarmowym i może być przekazywany drogą oralno-fekalną. Koronawirus jest wykrywany w próbkach kału jeszcze długo po ustąpieniu objawów ze strony układu oddechowego, nawet po 70 dniach od otrzymania ujemnego wyniku badania wymazu z nosogardła.

W Chinach wprowadzono niedawno testy oparte na badaniu wymazu z odbytu, aby w ten sposób wykrywać osoby, które nie mają już objawów zakażenia, ale ciągle stanowią zagrożenie dla innych. Uczeni ci wykazali, że im cięższy przebieg COVID -19, tym w jelitach osób chorych  jest więcej bakterii Coprobacillus, Clostridium ramosum i Clostridium hathewayi a brak dobroczynnych bakterii Faecalibacterium prausnitzii. Zmiany w liczebności tych szczepów bakterii utrzymywały się podczas całego okresu hospitalizacji, a nawet po zakończeniu choroby.

W leczeniu chorych na Covid 19, zwłaszcza w ciężkich przypadkach stosuje się bardzo często w dużych dawkach i długo antybiotyki. To powoduje jeszcze dalsze zaburzenie składu flory jelitowej i wszystkie z tym związane konsekwencje zdrowotne. Można zaryzykować twierdzenie, że kiedy zabita zostanie w przewodzie pokarmowym ostatnia bakteria, człowiek taki umiera.

Jaki może być ratunek?

W zapobieganiu infekcjom, także koronawirusowym podstawowe znaczenie ma zadbanie o prawidłowy skład flory jelitowej i taką rolę mogą odegrać wyhodowane w warunkach domowych jogurty i kefiry. U osób nie tolerujących mleka, hoduje się takie jogurty na tzw. mlekach roślinnych. Na bazie tych jogurtów i kefirów można także robić dla chorych i ozdrowieńców  twarożki.

Dlaczego nie są powszechnie  dostępne w aptekach probiotyki?

Bo zawarte w nich liofilizowane bakterie  nie są w stanie „ożyć” w jelitach, bo  nie ma tam czystej wody i cukru oraz czasu (bo do wyhodowania jogurtu trzeba ok 8 godzin).

Niektórzy badacze proponują u takich osób z dysbiozą podawanie tabletek zawierających zamrożone bakterie kałowe pobrane od zdrowych osób.

Wydaje się jednak, że domowe jogurty i kefiry będą bardziej skutecznym i smacznym i sprawdzonym przez tysiąclecia, sposobem przywracania prawidłowego składu bakterii w jelitach i poprawy funkcjonowania układu odporności.

Tak więc powiedzenie, że bakteriami można hamować infekcje wirusowe ma pełne uzasadnienie.