Jak bakterie mogą ukoić nerwy

O bakteriach na uspokojenie

Pisałem poprzednio o bakteriach przeciwko depresji, dziś napiszę o takich, które potrafią uspokajać rozdrażnione nerwy.

W jelitach człowieka znajduje się ok. 1,5 do 2 kg bakterii, z których wiele wytwarza substancje, które wchłonięte do krwi podążają także do mózgu.

Liczba tych bakterii dziesięciokrotnie przewyższa liczbę wszystkich komórek ludzkiego ciała. Niektóre z tych bakterii jelitowych, nazywane bakteriami probiotycznymi, albo fermentacji mlekowej, wytwarzają one ponad 50%  neuroprzekaźników, które są niezbędne do funkcjonowania całego układu nerwowego.

Bakterie wytwarzające naturalne środki uspokajające  noszą nazwę Lactobacillus wytwarzają one kwas gamma – aminomasłowy (GABA).

Kwas  ten  jest naturalnym środkiem uspokajającym, hamuje i wycisza nadmiernie pobudzony układ nerwowy. Dzięki niemu znacznie łatwiej można radzić sobie ze stresem, zmniejsza huśtawkę nastrojów, drażliwość, reguluje ciśnienie tętnicze, i przeciwdziała zaburzeniom rytmu serca oraz zmniejsza napięcie mięśniowe.

Jego obecność jest bardzo przydatna dla kobiet w okresie menopauzy, które cierpią na nadmierną pobudliwość nerwową, uderzenia gorąca, nadmierne pocenie, zaburzenia snu i nastroju. Podobnie jest u młodych kobiet z zaburzeniami hormonalnymi i cierpiących na zespół  napięcia przedmiesiączkowego.

Niedobory GABA mogą objawiać się trudnościami w koncentracji uwagi, problemami skupienia się na wykonywaniu jednego zadania. Osoby takie mają problemy z robieniem planów i ich spokojną realizacją. Ciągle są rozbiegani myślami, przeskakują z jednego tematu na drugi, nigdy nie kończąc zaczętej pracy.

Jest wiele czynników, które niszczą prawidłowy skład bakterii w jelitach, przede wszystkim antybiotyki, niesteroidowe leki przeciwzapalne i przeciwbólowe, leki stosowane w chorobach układu krążenia, cukrzycy, napoje energetyczne, napoje zawierające wysokie stężenia alkoholu.

Innym czynnikiem, który istotnie zmniejsza w jelitach liczbę Lactobacillusów  jest stres. Wskutek długotrwałego jego działania do światła przewodu pokarmowego są wydzielane hormonu stresu m.in. noradrenalina. Objawia się to m.in. bolesnymi skurczami jelit, a także zwiększoną przepuszczalnością jelit. Pod wpływem stresu mózg przesyła sygnały do jelit i bakterie jelitowe uwalniają cząstki alarmowe, które są transportowane do mózgu. Mówimy wtedy o osi jelita mózg.

Wiele osób często przez długi czas używa różnego rodzaju leków dla uspokojenia układu nerwowego, niektórym z nich towarzyszą także objawy niepożądane. Myślę, że warto spróbować tego co mogą zrobić dla nas bakterie jelitowe, nazywane czasem psychobiotykami. Wystarczy wyhodować w domu samodzielnie jogurt, wykorzystując w tym celu zakwaski do jogurtu i wypijać codziennie np. 2 szklanki jogurtu. Można też spożywać gotowe, wyhodowane na płatkach owsianych, koncentraty tych bakterii o nazwie NAMIKO.

A układ nerwowy nam się szybko odwdzięczy

Czy bakterie mają wpływ na depresję

O bakteriach przeciwko depresji

Wraz z jesiennymi chłodami i skracaniem się dnia, u wielu osób pojawiają się lub nasilają objawy depresji.

U jednych czynnikiem, który przynosi wyraźną poprawę jest światło. Kiedy wystawiają  swoje ciała na promienie słoneczne, jest duża poprawa i ustępowanie objawów depresji. Inni, jeśli ich stać, wyjeżdżają na południe, gdzie słońca nie brakuje także jesienią. Dla jeszcze innych są  wyprodukowane lampy, które mają podobny zakres promieniowania, jak światło słoneczne.

U innych osób z depresją dominującym objawem są zaparcia i zaburzenia pracy przewodu pokarmowego.

Badania potwierdzają, że u tych osób stwierdza się dysbakteriozę, czyli nieprawidłowy skład flory bakteryjnej w jelitach z obecnością bakterii gnilnych, produkujących gazy o nieprzyjemnym zapachu, nierzadko też wywołujących szereg schorzeń, a jednocześnie brakuje tzw. bakterii probiotycznych.

Bakterie używane do ukwaszania mleka na jogurt wytwarzają dużo, bo ponad 50%  substancji tzw. neuroprzekaźników, które są niezbędne dla funkcjonowania mózgu. Wytwarzają one m.in. serotoninę nazywaną hormonem szczęścia, której niedobory towarzyszą depresji. Ludzie z depresją maja nie tylko nieszczęśliwy wygląd twarzy, ale także nic ich nie cieszy, nie mają ochoty na aktywność, mają zaburzenia snu i wiele innych dolegliwości.

Główne bakterie wytwarzające serotoninę zaliczane są bifidobakterii. Jest wiele leków, jak antybiotyki, czy leki przeciwbólowe, przeciwko nadciśnieniu tętniczemu i  stosowane w leczeniu wielu chorób, które niekorzystnie wpływają na skład bakterii w naszych jelitach.

Przemysłowe przetwarzanie naszej żywności sprawia, że nie ma dobrych pokarmowych źródeł tych bakterii, w sytuacji zaburzenia składu mikroflory jelit. Niestety dostępne w aptekach probiotyki  dostarczają tylko liofilizowanych (wysuszonych próżniowo) bakterii, które nie mogą odżyć i rozmnażać się w przewodzie pokarmowym, bo aby się tak stało potrzebne są:  czysta woda, cukier i   przez 8 godzi spokój, a tego nie ma w jelitach.

Dlatego zachęcam do samodzielnej, w warunkach domowych, hodowli tych bakterii w postaci jogurtu. Trzeba tylko kupić w interenecie lub którymś z marketów, albo sklepów zdrowej żywności, zakwaski zawierającej te bifidobakterie np. o nazwie BIFIVIT. Takiego jogurtu warto wypijać 2 szklanki dziennie.

Osoby z nietolerancją białek mleka, mogą wyhodować taki jogurt na tzw. mleku roślinnym np. sojowym, owsianym, kokosowym, migdałowym itp.

Można też nabyć sfermentowany napój, zawierający w dużych ilościach te baterie o nazwie NAMIKO, który wystarczy dodawać do spożywanych posiłków.

Wzbogacenie naszych posiłków w bifidokaterie działać będzie przeciwdepresyjnie, zmniejszać stany lękowe i zachowania agresywne.  

O katarach ich leczeniu i profilaktyce

Pora katarów

Wraz z jesiennymi chłodami u wielu osób dochodzi do zakażeń wirusowych nosa i górnych dróg oddechowych, określanych mianem nieżytu nosa lub katarem.  Najczęściej katary wywołują  rinowirusy, które są przyczyna połowy katarów. W następnej kolejności są koronawirusy, wirusy grypy i paragrypy, adenowirusy oraz wirusy syncytialno-oddechowe (RSV). Następuje obrzęk  śluzówki nosa i wyciek wydzieliny, najpierw przezroczystej, potem jeśli dołączy się do tego zakażenie bakteryjne pojawia się wydzielina biała, żółta lub zielona.

Wirusowe zakażenie przenosi się z jednej osoby na drugą drogą kropelkową, Przy wydychaniu powietrza, kichaniu, kaszlu na kropelkach śliny lub wydzieliny z nosa przenoszone są wirusy. Zakażeniom wirusowym sprzyja niska temperatura, jaka jest w nosie i drogach oddechowych (ok. 33 st.C).

Chociaż ludowe powiedzenie, mówi że katar leczony i nieleczony trwają tylko 7 dni, to jednak warto wykorzystać proste domowe sposoby, aby poradzić sobie z tym problemem szybciej i skuteczniej.

Po pierwsze, odpowiednie ubieranie się chłodnej porze, aby  nie dopuszczać do przechłodzenia organizmu.

Po drugie unikanie bliskiego kontaktu z osobami zakatarzonymi oraz zakładanie przez osoby zakatarzone półmasek z odpowiedniej tkaniny zatrzymującej wirusy o nazwie ANTYGRYPA. Tego nie zapewniają tzw. maski chirurgiczne. Osoby stykające się z osobami zakatarzonymi, także powinny używać takich półmasek.

W krajach azjatyckich powszechnym jest zjawisko, że osoba z infekcją kataralną, nie wychodzi na ulicę, czy nie wsiada do środków komunikacji zbiorowej bez maski. U nas, po doświadczeniach z koronawirusami w poprzednich latach, przestało być wstydliwym noszenie masek. Ale jakość takiej maseczki ma najważniejsze znaczenie.  

Po trzecie taka półmaska powoduje, że oddychamy  podgrzanym powietrzem z dróg oddechowy i w ten sposób można hamować rozwój wirusów powodujących katary. Wystarczy podnieść temperaturę do 37, 2 st. C, aby wiele rodzajów wirusów kataralnych przestawało się rozmnażać.

Po czwarte, jeśli do wnętrza takiej maseczki wkropimy 2-3 kropelki olejku drzewa herbacianego, to nie tylko będziemy eliminować wirusy, ale również stymulować własną odporność organizmu. Jeśli zabiegi takie zastosujemy na samym początku infekcji kataralnej, to z katarem można uporać się w ciągu godzin lub jednego dnia.

Po piąte: człowiek z rozpoczynającą się infekcją powinien szybko zrobić kąpiel stóp lub całego ciała w dobrze ciepłej wodzie z dodatkiem soli, najlepiej z Morza Martwego, do której można dodawać olejki eteryczne.

Aby eliminować wirusy warto stosować sorbenty krzemowe np. Enterosgel oraz spożywać antyoksydany, pić herbatę z kwiatów lipy, sok z owoców dzikiej róży, czarnego bzu, maliny itp. Dla poprawy odporności przeciwwirusowej korzystne jest spożywanie jogurtów i kefiru samodzielnie wyhodowanych z tzw. bakterii probiotycznych

Pić czy nie pić, oto jest pytanie? Wodę?

Szklanka wody

Wśród uczonych trwają dyskusje, ile wody człowiek powinien wypijać dziennie.

Jedni mówią, że dwa, a nawet do trzech litrów, czemu są rade firmy sprzedające wodę w butelkach. Inni uczeni mówią, że wcale nie trzeba pić tak wiele.  Wystarczy jeden do półtora litra wody na dobę.

Ciało człowieka składa się w ponad 60% z wody. U dzieci zwiera nawet prawie 80%, u dorosłych 65%, a u seniorów tylko 45%.  O ile człowiek jest w stanie przeżyć 30 dni bez jedzenia, to bez wody tylko 4 do 7  w zależności od aktualnego stanu zdrowia. Z tym związane są też wojny o dostęp do wody.

Szklanka wody wypita na czczo, podobnie jak rozrusznik w samochodzie, uruchamia działanie całego organizmu. Pomaga w  nawodnieniu komórek i tkanek, poprawie ulega nasza wydolność fizyczna i umysłową, a także zaczyna lepiej funkcjonować układ limfatyczny, którego rolą jest pozbywanie się toksyn z organizmu. U osób ciepiących na zaparcie uruchamia ruchy jelit. Przy bardziej nasilonym tym problemie, warto wypijać 2 szklanki wody na czczo. Jeszcze lepsze efekty uzyskuje się gdy wypijamy szklankę ciepłej wody z sokiem cytryny. A witamina C z cytryny sprzyja eliminacji nadmiaru wolnych rodników.

Poprawa trawienia i odchudzanie

Szklanka wody z cytryną  poprawia trawienie i stymuluje wytwarzanie soków trawiennych, wpływa też alkalizująco, co pozwala na zobojętnienie kwaśnych produktów przemiany materii. Wspiera także procesy odtruwania i eliminacji toksyn z organizmu Woda z cytryną wspomagać może także odchudzanie, bo łatwiej uzyskuje się poczucie sytości i przyspieszenie metabolizmu. Warto też pamiętać, że  osoby z nadmiernym apetytem po wypiciu przed jedzeniem dwóch szklanek wody z cytryną, zjedzą znacznie mniej niż zwykle. .

W upale i ciężkiej pracy

Osoby przebywające w upale lub wykonujące ciężką pracę fizyczną  powinny pić wodę z dodatkiem soli, najlepiej kamiennej.

Woda w stresie

W sytuacja silnego stresu wypicie dwóch szklanek wody spowoduje szybkie wydzielanie moczu i eliminację z nim hormonów stresu, które ze krwi dostają się do nerek i pęcherza moczowego. A jeśli nie wymusimy oddania moczu, to związki będą wchłaniać się wtórnie do organizmu i uszkadzać komórki różnych narządów.

Przeciw infekcjom układu moczowego

U kobiet, które po zbliżeniach seksualnych cierpią na częste zapalenia cewki moczowej i pęcherza moczowego wypicie 2 szklanek wody przed stosunkiem, powodować będzie szybką konieczność oddania moczu po akcie i wypłukanie bakterii, co zapobiegać będzie tym nieprzyjemnym infekcjom.

Dla seniorów

Osoby w późnym wieku senioralnym tracą uczucie pragnienia na wodę i trzeba im przypominać o konieczności jej picia. Zresztą wiele, nawet najlepszych leków nie ma szans zadziałać, kiedy w komórkach organizmu brakuje wody.

Ile kroków dla zdrowia – dziesieć tysięcy dziennie

Dziesięć tysięcy kroków

Już starożytni Rzymianie wiedzieli, że dla zachowania zdrowia, zwłaszcza po obfitych ucztach, konieczne są długie spacery. I wyliczono, że taki optymalny dystans wynosi 10 tysięcy kroków.

Nie przypadkowo też zalecano taki spacer po obfitym posiłku, aby nie występowały takie dolegliwości jak: wzdęcia brzucha, odbijania, gazy. A jeśli posiłek taki zjadano przed snem to spacer taki zapobiegał problemom z trawieniem, zgagą, koszmarami sennymi i innymi dolegliwościami.

Współczesna nauka także potwierdza celowość takiej aktywności. W związku z dość powszechnym problemem, jakim jest nadwaga i otyłość oraz częste  występowanie u tych osób zaburzeń tolerancji cukru, czy cukrzycy typu 2 , taka aktywność pozwalać będzie na skuteczne wspomaganie leczenia.

Jednym z najtrudniejszych do wdrożenia zaleceń u osób z nieprawidłową tolerancją cukru jest zachowanie odpowiedniej diety. Dzisiaj, kiedy łatwo dostępne są urządzenia – sensory do ciągłego pomiaru cukru we krwi, które raz przypięte do ramienia przez 2 tygodnie, nie wymagają  częstych pomiarów glukometrem. Można też łatwo obserwować jakie posiłki zdecydowanie go podnoszą. Taki noszony na ręce osobisty strażnik przesyła na bieżąco wyniki do aplikacji w telefonie. Kiedy przekraczane są górne i dolne granice poziomu cukru we krwi, alarmuje, czy to wibracją, czy dźwiękiem, a także może przekazywać ten alarm członkom rodziny albo lekarzowi, któremu taką informację udostępnimy.   

Osoby z otyłością  i cukrzycy, to osoby które często „grzeszą dietą” mają napady niedocukrzenia, które wywołuje tzw. wilczy apetyt, albo głód na słodycze. A po ich zjedzeniu następuję nadmiernie wysoki wyrzut insuliny, co u niektórych powoduje spadek poziomu cukru i senność. Właśnie dla takich osób niezwykle ważne są wysiłki fizyczne, w tym te 10 tysięcy kroków.  Wysiłek taki powoduje, że cukier ze krwi przemieści się do komórek mięśni i zostanie wykorzystany, jak źródło energii. Bez tego wysiłku nadmiar cukru będzie odkładał się w tkance tłuszczowej. Jeśli wykonujemy wysiłki na czczo, glukoza będzie uwalniana z wątroby i towarzyszyć temu będzie uwalnianie dużej ilości wolnych rodników, które są szkodliwe dla organizmu.

Jest wiele badań i doświadczeń praktycznych, kiedy regularnie wykonywane wysiłki fizyczne, bardzo skutecznie ułatwiały odchudzanie. Nawet niewielkie 15-20 minutowe spacery po posiłku są bardzo skuteczne.

Wyniki ciągłych pomiarów glukozy pozwalają, aby zoptymalizować swoją dietę i lepiej rozumieć dlaczego nie możemy schudnąć.

A zalecenie 10 tysięcy kroków dziennie, a zwłaszcza po obfitym posiłku jest jak najbardziej uzasadnione.

Ważne pytanie – czy seks może przedłużać życie

Czy seks może przedłużyć życie?

Dość powszechne jest przekonanie, ze zbliżenia intymne mają ważny wpływ na jakość i długość życia. A co na ten temat mówią wyniki badań naukowców.

Badacze z Pensylwanii potwierdzili, że jest związek przyczynowo -skutkowy między aktywnością seksualną a zdrowiem, bo zbliżenia intymne nie tylko poprawiają nastrój, ale również mogą wydłużać życie. Badano częstotliwość zbliżeń u osób w wieku senioralnym i wyszło, że jest to przynajmniej jedno co miesiąc. Natomiast 35 % badanych potwierdziła, że zbliżenia takie są o wiele częstsze, bo raz w tygodniu przez cały rok.

Stwierdzono też, że kobiety które nie miały takich miłosnych uniesień były bardziej narażone na większe ryzyko śmierci i to aż o ok. 70% w stosunku do kobiet, które cieszyły się bliskością ze swoimi partnerami przynajmniej raz w tygodniu. Ciekawą była także obserwacja, że regularne zbliżenia intymne miały istotny wpływ na zmniejszenie objawów depresji, poprawiały ogólny stan zdrowia i zmniejszały ryzyko śmierci.

Badania te potwierdziły również, że aktywne życie intymne przyczynia się do poprawy samopoczucia, zmniejszenia skutków stresu, a także wzmacnia aktywność układu odporności. Być może ten ostatni efekt uboczny seksu, jest głównym czynnikiem przyczyniającym się do wydłużeniu czasu trwania życia.

Inne badania sugerują, że częstsza aktywność seksualna chroni telomery przed ich nadmiernym skracaniem. U mężczyzn wpływa na zwiększenie poziomu testosteronu, a to z kolei jest czynnikiem zmniejszającym ryzyko zawału i chorób sercowo-naczyniowych. Wszystko to przekłada się na poprawę relacji między partnerami oraz wydłużenie czasu trwania życia.

U niektórych kobiet po przekwitaniu zbliżenia intymne wiążą się z bólem, w takich przypadkach należy zasięgnąć rady ginekologa, czy seksuologa.

Jest wiele sposobów naturalnych i przy pomocy medykamentów poprawy stanu hormonalnego i sprawności seksualnej osób w wieku senioralnym.  

Przytoczone badania potwierdziły powszechne przekonania o korzystnym wpływie seksu na zdrowie i długość życia.  

Co warto wiedzieć o wrzosie

O wrzosie i jego właściwościach

Kiedy zakwitają wrzosy, jest to niechybny znak, że przychodzi jesień.Chociaż wyhodowano wiele odmian tej rośliny różniących się kolorami kwiatów i wielkością, wrzos zwyczajny po łacinie: Calluna vulgaris jest znaną od dawna rośliną miododajną i jest zaliczany do roślin leczniczych. Wrzos jest także rośliną wskaźnikową, bo rośnie zwykle na glebach ubogich i kwaśnych. W związku z ubóstwem ziemi na której rośnie, korzenie wrzosu wykorzystują symbiozę z grzybami, które wymieniają między sobą z grzybami związki odżywcze. Grzyby enzymatycznie rozkładają  związki organicznie w glebie, które przyswaja sobie wrzos, a same biorą od wrzosu węglowodany, które w  wyniku fotosyntezy są wytwarzane przez  roślinki wrzosu. Dzięki obecności tych grzybów wrzos staje się odporny na wysokie stężenia metali ciężkich.

Kwiaty wrzosu są chętnie odwiedzane przez pszczoły i wiele gatunków pszczelinek, trzmieli i motyli.

Krzewinki wrzosu wykorzystywane są przez mrówki do budowy mrowisk.

Wrzos był rośliną  wszechstronnego wykorzystywania. Np. w Szkocji czy Laponii  robiono z niego miotły, strzechy, dodawano go gliny do budowy ścian. Z pędów wrzosu wyplatano powrozy, a korzenie wykorzystywano na uchwyty narzędzi. Wrzos był także rośliną pastewną, na której wypasano owce, konie i bydło. Z wrzosu robiono także piwo, kwiatów wrzosu dodawano do wina a także używano go jako namiastki herbaty.

Miód z kwiatów wrzosu zalicza się do miodów o właściwościach leczniczych. Ma kolor ciemno-bursztynowy z odcieniem czerwonawym, ma silny przyjemny zapach, smak niezbyt słodki, lekko gorzkawy czy cierpki. W jego składzie jest dużo flawonoidów, żelaza i witamin: A, B2, B3, B6 i C oraz zawiera dużo aminokwasu proliny. Miód wrzosowy dodaje się do likierów, a także do kosmetyków o właściwościach regeneracyjnych i odmładzających skórę.
Miód ten ma także właściwości moczopędne i wspomagające w leczeniu infekcji dróg moczowych i kamicy moczowej. Polecany jest także osobom z problemami żołądkowymi, zwłaszcza takim, które po spożyciu innego rodzaju miodu źle się czują.

Z kwiatów wrzosu robi się odwary: 1- 2 łyżki stołowe należy zalać ¼ litra letniej wody i odstawić na 30 minut, potem gotować na wolnym ogniu lub w łaźni wodnej przez 30 minut. Po przecedzeniu uzupełnić wodę do ilości początkowej. Wypija się po 1-2 stołowe łyżki po jedzeniu w przypadku dolegliwości ze strony układu moczowego, natomiast przy problemach żołądkowych i dla lepszego odkrztuszania plwociny,  wypija się przed jedzeniem 2-3 razy dziennie. Odwar ten może być wykorzystywany do płukania gardła w przypadku bólów oraz na skórę przy stanach zapalnych, trądziku, a także do okładów i przymoczek na bolące stawy.

O mikroflorze jelit, jako drugim mózgu

Drugi mózg – mikroflora jelit

W naszych jelitach znajduje się 10 razy więcej komórek bakteryjnych, niż zawiera je cale nasze ciało. Bakterie te, poza ułatwianiem procesów trawienia i przyswajania z pokarmów składników budulcowych, wytwarzają wiele substancji biologicznie czynnych, które mają wpływ także na funkcjonowanie naszego mózgu. Wytwarzane przez bakterie neuroprzekaźniki mogą w bardzo istotny sposób wpływać na nasze funkcje psychiczne, nasze zachowanie oraz pamięć.

Obecność  w jelitach tzw. bakterii probiotycznych ma także wpływ na rozwój dziecka jeszcze w łonie matki. Niektórzy badacze uważają, że leczenie kobiet ciężarnych np. antybiotykami może mieć niekorzystny wpływ na rozwój mózgu i odporność dziecka. Dlatego tak ważne jest aby kobiety w ciąży dbały o mikroflorę jelit, i to nie tylko  po leczeniu  antybiotykami oraz wzbogacały swoją dietę o wyhodowane w domu jogurty i kefiry.

U dzieci z różnego rodzaju wadami układu nerwowego także stwierdza się w jelitach niedobory bakterii probiotycznych. Uzyskuje się bardzo korzystne rezultaty, przyspieszenia rehabilitacji i rozwoju,  gdy dieta takich dzieci jest wzbogacona o te bakterie.

Naukowcy z David Geffen School of Medicine  z Kalifornii potwierdzili, że spożywanie jogurtów bogatych w bakterie probiotyczne zwiększają aktywność mózgu w tzw. teście emocji oraz korzystnie wpływa na funkcjonowanie mózgu.

Jak ważne jest to co wytwarzają nasze bakterie jelitowe potwierdza fakt, że aż 50% neuroprzekaźników, które są potrzebne do dobrego funkcjonowania mózgu jest wytwarzanych przez bakterie jelitowe, które są też określane mianem psychobiotyków.

Pisałem poprzednio, że bifidobakterie wytwarzają substancje przeciwdziałające depresji, a także chorobie dwubiegunowej oraz przeciwdziałają nadmiernej agresji.

Badania na myszach potwierdziły, że zwierzęta te karmione pokarmami z dużą zawartością bakterii probiotycznych zachowywały się, jakby były po zażyciu leku przeciwlękowego czy przeciwdepresyjnego..

Prowadzone są badania nad wykorzystywaniem  tych bakterii w leczeniu chorób psychicznych.

W każdym razie natura dała nam możliwość korzystnego, smacznego i taniego oddziaływania na funkcje mózgu, warto to wykorzystać, bo hodowanie jogurtów w domu jest sprawą banalnie prostą.

Psychobiotyki a zdrowie.

O psychobiotykach

Wiedza o konieczności dbania o skład flory bakteryjnej w jelitach, zwłaszcza dla poprawy odporności, albo po przyjmowaniu antybiotyków jest już dość powszechna. Tym bardziej, że kupując w aptece antybiotyk, farmaceuta od razu oferuje jeden z licznych rodzajów probiotyków leżących na półkach aptecznych. Skoro tak powszechne jest przyjmowanie różnego rodzaju probiotyków, dlaczego nie obserwuje się pozytywnych dla zdrowia ich skutków. Wynika to z faktu, że choć na opakowaniach tych preparatów wymienione są różnego rodzaju i w dużych ilościach bakterie, to aby one ożyły i zaczęły się osiedlać w jelitach potrzeba spełnić trzy warunki. Po pierwsze dostarczyć czystą wodę, a takie w jelitach nie ma, po drugie trzeba dostarczyć cukier, ale ten wchłania się bardzo szybko w jelicie cienkim; po trzecie – zapewnić „święty spokój” przez kilka godzin, a przecież zawartość jelit przesuwa się za sprawą ruchów robaczkowych. Wyjściem z tej sytuacji jest samodzielne wyhodowanie ze specjalnych szczepów probiotycznych jogurtu. Zakwaski do jogurtu można nabyć w wielu sklepach ora przez internet. Można tez wyhodować jogurt z probiotyków.

Bakterie probiotyczne, które spełniają rolę uszczelniacza jelit i pobudzania układu odporności, wytwarzają wiele związków biologicznie czynnych.

Mianem psychobiotyki określa się specjalne szczepy bakterii probiotycznych, które korzystnie wpływają na „oś jelita-mózg”, które , przynosząc korzyści zdrowiu psychicznemu.

Bakterie te nazywane bywają naszym drugim mózgiem. Bakterie – pałeczki kwasu mlekowego – bifidobakterie,  produkują m.in. hormon szczęścia – serotoninę. Niedobory tej substancji w mózgu objawiać się mogą takimi zaburzeniami, jak depresja, poczucie braku siły, ogólne zmęczenie, ataki paniki, stany lekowe, problemy z pamięcią i nadmierny apetyt na słodycze.

Z kolei bakterie Lactobacillus wytwarzają kwas gamma – aminomasłowy (GABA), który jest naturalnym środkiem uspokajającym, hamuje i wycisza nadmiernie pobudzony układ nerwowy. Dzięki niemu znacznie łatwiej można radzić sobie ze stresem, zmniejsza huśtawkę nastrojów, drażliwość, reguluje ciśnienie tętnicze, i przeciwdziała zaburzeniom rytmu serca oraz zmniejsza napięcie mięśniowe. Jest to bardzo przydatne u kobiet cierpiących na zaburzenia tzw. napięcia przedmiesiączkowego.

Produkowane przez wymienione wyżej bakterie neuroprzekaźniki przynosić będą także poprawę ogólnego stanu zdrowia i odgrywać dużą rolę w profilaktyce rozwoju wielu chorób oraz wspomagać leczenie.

Zwykle jogurty domowe hoduje się na mleku krowim, ale u osób uczulonych lub nie tolerujących białka mleka – kazeiny, można je hodować na mlekach roślinnych np. sojowym.

Warto wykorzystać, to co natura nam daje, aby regulować pracę układu nerwowego i zmniejszyć konieczność stosowania wielu silnych środków.            

Może jeszcze niedługo napiszę jeszcze trochę na ten temat.

Kwas foliowy i jego tajemnice

O kwasie foliowym albo witaminie B9

Kwas foliowy zalicza się do grupy witamin B. Jest on niezbędny dla prawidłowego wytwarzania krwinek czerwonych, a także w procesach metabolicznych białek w organizmie. Spełnia też ważną rolę w syntezie kwasów nukleinowych DNA i RNA oraz procesach podziałów komórkowych. Jest on bardzo ważny w okresie płodowym, bo odpowiada za prawidłowy rozwój układu krążenia i układu nerwowego.

W organizmie kwas foliowy przekształcany jest do aktywnej biologicznie formy – 5-metylotetrahydrofolianu i w takiej postaci może on przenikać do komórek oraz przechodzić przez barierę krew-mózg.

 Stanami wzmożonego zapotrzebowanie na ten kwas są ciąża i okres karmienia piersią.

Kwas foliowy chroni od pasożytów jelitowych oraz zmniejsza toksyczne działanie substancji trujących w żywności, działa również przeciwbólowo. Od niego zależy ładny wygląd naszej skóry. Niektórzy uważają, że opóźnia siwienie włosów. U osób osłabionych zwiększa apetyt i witalność.

Spożywanie dużych ilości witaminy C powoduje zwiększone wydalanie kwasu foliowego z moczem, dlatego też przyjmujący ją winni uzupełniać dietę dodatkowymi porcjami tego kwasu, podobnie osoby nadużywające alkoholu, a także leczeni lekami przeciwpadaczkowymi (np. fenytoina), hormonalnymi (estrogeny, sulfonamidy), uspokajającymi i nasennymi.

Naturalnym jego źródłem są: warzywa zielonolistne, marchew, drożdże, wątroba, żółtko jaja, melony, morele, dynia, awokado, fasola i ciemna mąka ryżowa.

Są osoby, które mają genetycznie uwarunkowaną nieprawidłową  metylację tej witaminy i pomimo dostarczania kwasu foliowego z pożywieniem lub w tabletkach, nie mają odpowiednich stężeń tej witaminy we krwi, co można potwierdzić badaniami laboratoryjnymi. I w takich przypadkach stosuje się suplementację metylowaną postacią kwasu foliowego.

Badania sugerują, że ok. 35 % mieszkańców Europy ma problemy z metylacją i chorobami z tego wynikającymi.

O niedoborach kwasu foliowego należy myśleć w przypadku chorób  nowotworowych i autoimmunologicznych (np. choroba Hashimoto), schorzeń układu sercowo-naczyniowego (zawały, miażdżyca) i neurodegeneracyjnych (choroba Alzheimera). U osób takich często występują problemy z odpornością, nadciśnienie tętnicze, zaburzenia nastroju (depresja, lęk), chroniczne zmęczenie, alergie oraz problemy z płodnością i ciążą.